Kendall ściągnął marynarkę i podążył za mną do kuchni. Otworzyłam lodówkę i owiało mnie zimne powietrze wydobywające się z niej. Pospiesznie wyjęłam z niej puszkę Sprite’a, którą wręczyłam chłopakowi, a dla siebie wyjęłam Pepsi.
- Twoje uzależnienia spotkały się w jednym miejscu i w jednym czasie. – szepnął odstawiając nasze napoje na blat koło nas i spojrzał mi w oczy.
- Widzisz? I wszystko jest na swoim miejscu. – odparłam półprzytomnie i utonęłam w jego spojrzeniu.
Serce mi przyspieszyło na sam jego widok. Zbliżyłam nieco swoją twarz do jego i Kendall musnął przelotnie moje usta.
- Do twarzy ci w zielonym. – mruknął z łobuzerskim uśmiechem zdrapując zaschnięty slime z mojej sukienki.
- Nie powiem, że tobie też nie. Pasuje ci do oczu. – odpowiedziałam komplementem oblewając się rumieńcem.
- Chodź. Oglądniemy w końcu ten twój Zmierzch. – zaproponował i pociągnął mnie w kierunku kanapy w salonie.
Usadowiłam się koło chłopaka i położyłam głowę na jego barku. Kendall przejechał opuszkami palców po mojej talii i mimowolnie zadrżałam.
- Nie, nie jest mi zimno. – odparłam ze śmiechem wyprzedzając jego pytanie.
- Wiem to, ale i tak zawsze muszę to sprawdzić. – mruknął do siebie i włączył film.
Na początku czułam się trochę niezręcznie i kilka minut zajęło mi rozluźnienie się. Przez cały ten czas śledziłam ścięgna na dłoni chłopaka i kreśliłam kółka na jego nadgarstku. Straciłam poczucie czasu i skapnęłam się, że za chwilę Bella po raz pierwszy zobaczy Edwarda.
- Zawsze możecie napisać o wypychaniu kąpielówek przez drużynę pływacką. – powiedziała dziewczyna, a ja się mimowolnie zaśmiałam.
- Co cię tak śmieszy? – zapytał zdezorientowany Kendall.
- Bo jestem prawie pewna, że ty sobie nie musisz nic wypychać. – odpowiedziałam szybko nie przemyślając tego i oblałam się rumieńcem.
- A skąd możesz to wiedzieć?
- Przeczucie. A tak właściwie to uwierz mi, nie jestem ślepa.
- Ej, gdzie ty się patrzysz? – rzucił ze śmiechem widząc moje zmieszanie i założył mi zbłąkany kosmyk za ucho.
- Nie wiem. – przyznałam skruszona i wbiłam wzrok w telewizor. Właśnie Jessica przedstawiała Belli Edwarda.
- Wiesz, mam inny pomysł na spędzenie tego czasu. Inny niż oglądanie Zmierzchu. – uniósł mój podbródek zmuszając mnie bym na niego popatrzyła.
- Jaki? – spytałam go głupio nie wiedząc o co mu chodzi.
- Pomyśl. Jesteśmy sami w domu. – podpowiedział i pocałował mnie zachłannie w usta.
Nie musiał dwa razy powtarzać. Wplotłam mu palce we włosy i przylgnęłam do jego torsu. Kendall położył się na kanapie i w efekcie końcowym wylądowałam na nim.
- Cóż, zawsze to jakaś miła odmiana. – zażartowałam całując go w czubek nosa i wywołując u niego atak śmiechu.
- Trzeba zwalczać rutynę.
Gładziłam go po szyi i ramionach. Co jakiś czas przestawaliśmy się całować by zaczerpnąć oddech, ale te chwile nie trwały zbyt długo.
Dłonie chłopaka błądziły po moich odsłoniętych plecach i zatrzymały się z wahaniem przy zamku od sukienki. Wiedziałam, że czeka na moje jedno słowo, albo gest, który będzie wyrażać moją zgodę. W odpowiedzi sięgnęłam do kołnierzyka od jego koszuli i zaczęłam rozpinać jej pierwszy guzik. Strasznie trzęsły mi się ręce i dobrą chwilę mi to zajęło. Kendall dobrze zrozumiał moje przesłanie i zaczął niepewnie rozsuwać zamek od mojej sukienki.
- Eghem. – usłyszeliśmy znaczące chrząknięcie mojej mamy, której pojawienia się w salonie nie zanotowaliśmy.
Oderwaliśmy się od siebie jak oparzeni. Kendall zaczął pospiesznie zapinać te nieliczne guziki od koszuli, które udało mi się mu odpiąć.
- Oh. – westchnął mój tata przystając w progu i zasłaniając sobie oczy. – Następnym razem róbcie to w twoim pokoju, dobra? Nie chcę się na was natknąć w takiej sytuacji.
- Teraz już za późno. – powiedziała pospiesznie moja mama widząc, że poderwałam się z kanapy.
- Dlaczego nie jesteście normalnymi rodzicami? – zapytałam zdezorientowana.
- Co masz przez to na myśli? – zdziwiła się mama cofając się do drzwi w których w dalszym ciągu stał tata.
- Normalni rodzice by się na mnie wydarli i takie tam. A wy tylko „następnym razem róbcie to w twoim pokoju”? – wytłumaczyłam zakreślając w powietrzu cudzysłów.
- A źle ci tak? – zdumiał się tata. – Dobra. Jak chcesz to możemy ci dasz szlaban.
- Nie! – zaprzeczyłam gwałtownie.
- Więc w czym problem? – zmarszczył brwi.
- Kendall, zostaniesz na kolacji? – zwróciła się do niego moja mama zmieniając temat.
- Z przyjemnością. – odparł mój chłopak i uśmiechnął się do niej szeroko.
- Super. Więc wy dokończcie się ubierać i przyjdźcie do jadalni. – dodała i podążyła w kierunku kuchni pociągając za sobą tatę.
- Jezu! Mieli wrócić późno! – wrzasnęłam waląc pięścią w ścianę zaraz gdy tylko ich sylwetki zniknęły mi z oczu i natychmiast tego pożałowałam. – Auć. – syknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Ej. – zaśmiał się Kendall podchodząc do mnie spokojnym krokiem. – Nie przesadzaj.
- Oni nigdy nie dotrzymują obietnic. Co by się stało gdyby przyszli kilka minut później?
- Nic by się nie stało. Nie chciałaś tego robić.
- Tego nie wiesz. – warknęłam i usiadłam na kanapie.
- Oj, doskonale to wiem i nie mam do ciebie o to pretensji. Rozmawialiśmy o tym i wiem, że nie jesteś gotowa.
- Jest mi głupio.
- A będzie ci jeszcze bardziej głupio jak zaraz sukienka ci spadnie. – zażartował i usiadł koło mnie na kanapie.
- Co z nią nie tak? – zdziwiłam się.
- Przecież do połowy masz rozpięty zamek. – wyjaśnił wolno i poczułam jego ciepłe palce na łopatkach.
Popatrzyłam na niego oczami pełnymi poczucia winy. Chłopak jednym pewnym ruchem zapiął mi zamek i przeniósł dłonie na moją talię. Przeszedł mnie dziwny prąd od głowy aż do czubków palców u stóp. Zbliżyłam swoją twarz do jego i w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Zauważyłeś, że zawsze nam przerywają? – szepnęłam niechętnie wstając z kanapy.
Nie miałam pojęcia kto raczył nas teraz odwiedzić. Na pewno nie była to Weronika, bo ona miała teraz inne rzeczy do roboty, a inne osoby nie przychodziły mi do głowy. Niepewnie uchyliłam drzwi i na zewnątrz zobaczyłam Maxa, który stał z rękami w kieszeniach z miną zbitego szczeniaka.
- Musisz mi pomóc. – powiedział tylko i bez zaproszenia wszedł do środka.
---------------------
To tak na 'po świętach'. Sorry za moją nieobecność, ale byłam u babci, a teraz znowu chora jestem... Czy ludzie nie rozumieją, że chore dziecko trzyma się w domu? Tak, do ciebie się zwracam, wujku! Przeklęta ludzka głupota... A właściwie to dialog o wypychaniu kąpielówek mi się przyśnił xD.
No ale Kendall poprawia nastrój. ;D --->

LOL, zboczona Ty :P Fajna notka, wiesz o tym *.* A wypychanie.... dobre xd
OdpowiedzUsuńhaha, dobree! ciekawe czego maks chce! niemoge sie doczekac nastepnego!!
OdpowiedzUsuńhhahah :) nie no cudny :)
OdpowiedzUsuńczekam na następny !! ;) :)
Zawsze ktoś musi wma przeskzodzić, kiedy jesteście zajęci sobą. Skandal, jakiś xD
OdpowiedzUsuńRodził ganialny *-*