środa, 3 kwietnia 2013

Rozdział 67.

Obudził mnie jakiś przerażający pisk dobiegający zza okna. Nie miałam pojęcia co to jest i nie chciałam się tego dowiedzieć. Z głośnym westchnieniem przewróciłam się na drugi bok i naciągnęłam kołdrę na głowę. Musiałam przemyśleć wczorajszą rozmowę z rodzicami, a pisk pomimo moich prób dalej nie ustawał.

Wściekła otworzyłam oczy i zaczęłam się wsłuchiwać w hałas. Ktoś najwyraźniej skrobał czymś w szybę. Z lekkim ociąganiem się wstałam z łóżka i szurając nogami po podłodze podeszłam do okna i rozsunęłam zasłony. Z mojej piersi wydarł się okrzyk zaskoczenia.

Kendall jedną ręką drapał w szybę, a drugą uporczywie trzymał się gałęzi by nie spaść z drzewa. I pomyśleć, że wcale nie tak dawno chciałam żeby mój tata ściął to drzewo, bo było źródłem komarów w moim pokoju.

Chłopak uśmiechnął się do mnie łobuzersko i pomachał mi jak małe dziecko ucieszone na widok rodziców.

- Co ty do cholery wyprawiasz?! – wrzasnęłam otwierając na oścież okno.

- A ja myślałem, że sprawię ci przyjemność tą nietypową wizytą..

- Mogłeś sobie coś zrobić! Mogłeś skręcić kark, albo połamać sobie nogi!

- Już nie przesadzaj. Nic mi nie jest. Może przyłączysz się do mnie i usiądziesz obok mnie? – zachęcił odsuwając się w stronę pnia.

Ujęłam jego wyciągniętą rękę i z wahaniem wygramoliłam się (bo tylko tak można byłoby to nazwać) na zewnątrz. Pomimo wczesnej godziny było już bardzo ciepło.

- Jesteś wariatem. – mruknęłam przygnębiona i objęłam podkurczone nogi rękoma.

- Coś się stało? – zapytał z troską w głosie i pogłaskał mnie delikatnie po plecach.

- Muszę ci coś powiedzieć. – przyznałam spuszczając głowę.

Chłopak milczał. Nie popędzał mnie tylko cierpliwie czekał aż zacznę mówić. Wzięłam głęboki wdech i wbiłam wzrok w swoje dłonie.

- Wracamy do Polski. – wyznałam i popatrzyłam na niego ostrożnie chcąc zobaczyć jego reakcję.

Z twarzy Kendalla zniknęła wszelka radość.

- Ale jak to? – wykrztusił zdezorientowany moją rewelacją.

- Rodzice mi powiedzieli wczoraj wieczorem jak już pojechałeś do domu.

- Ale dlaczego? Przecież twoi rodzice mają tutaj pracę no i chyba jesteście tu szczęśliwi.

- No właśnie to wszystko przez pracę mojego taty. Nie wiem do końca o co dokładnie chodzi, ale podobno potrzebują go w Polsce.

- Ale co wtedy z nami?

Dzielącą nas przestrzeń pokonałam jednym szybkim ruchem. Wtuliłam twarz w jego tors i wybuchłam głośnym płaczem. Kendall oparł brodę na mojej głowie i odruchowo zaczął głaskać mnie po plecach.

- N-nie wiem. – wychlipałam.

- Rodzice nie pozwolą ci tu zostać? Przecież jesteś pełnoletnia.

- P-prób-bowałam ich o to pytać.

- Uspokój się. – polecił i kciukiem otarł mi łzy.

- N-nie pozwolą. – powiedziałam spokojniejszym głosem.

- Samej może nie, ale może zgodzą się żebyś zamieszkała u mnie?

- Tym bardziej n-nie. – mruknęłam.

- Chyba ich rozumiem. – zaśmiał się i wziął mnie za rękę. – No a u Weroniki? Powinni się zgodzić, bo to przecież dziewczyna.

- T-też pytałam. Nie zgodzili s-się. – chlipnęłam.

- Naprawdę nic nie da się zrobić?

- Nie.

- Wiesz, zawsze możemy pojechać do Las Vegas i wziąć potajemny ślub. Wieczorem będziemy z powrotem i twoi rodzice nie będą mogli ci zabronić zostać w Stanach.

Zaśmiałam się mimowolnie i popatrzyłam mu w oczy.

- Zawsze potrafisz mnie rozśmieszyć. – zauważyłam uspokajając się całkowicie.

Kendall położył mi dłoń na szyi i oparł swoje czoło o moje. Z tej odległości widziałam każdy defekt na jego skórze i wszelkie troski odleciały z mojej głowy.

- Kiedy wylatujecie? – zapytał szeptem.

- Za dwa tygodnie.

- No a szkoła?

- Właśnie za dwa tygodnie kończy się rok szkolny. Wybłagałam te dwa tygodnie żebym mogła tutaj odebrać świadectwo. Teoretycznie nic już w szkole nie robimy więc mogliby mi je przysłać pocztą, ale to nie będzie to samo.

- Więc skoro mamy tylko dwa tygodnie to może odpuścimy sobie dzisiejszą imprezę u Jamesa? – zaproponował i delikatnie pocałował mnie w usta.

- Idziemy na tę imprezę. – oznajmiłam stanowczo. – Myślisz, że tylko za tobą będę tęsknić? Za resztą chłopaków przecież też. No i za Werą.

- Myślałem, że to ze mną będzie ci najciężej się pożegnać.

- I nie myliłeś się, ale możemy o tym nie mówić? Chcę mile spędzić te ostatnie dwa tygodnie.

Zarzuciłam mu ręce na szyje i przywarłam do jego torsu starając się by między nami nie było żadnej wolnej przestrzeni.

- Wiesz czego się wczoraj nauczyłem? – wyszeptał w moje włosy. – Wróżenia z ręki. – dokończył nie czekając na moją odpowiedź.

- No to przepowiedz mi przyszłość. – powiedziałam z udawanym entuzjazmem.

Nie byłam dobrą aktorką, ale Kendall albo mi uwierzył, że mój smutek prysnął jak bańka mydlana, albo po prostu wolał sam siebie oszukiwać moją zmianą nastawienia. Sięgnął po moją dłoń i zaczął kreślić kółka po jej wnętrzu.

- Masz bardzo długą linię życia i wyraźną linię serca. – oznajmił patrząc mi w oczy.

- Akurat uwierzę, że umiesz je rozróżniać. – uśmiechnęłam się do niego coraz bardziej ciekawa puenty. – I niby co to oznacza?

- To znaczy, że niedługo będziesz, albo już jesteś w kimś zakochana.

- Wiesz, chyba jednak to drugie. – przyznałam lekkim głosem.

- I kto jest tym szczęściarzem? – droczył się ze mną.

- Ty. – odparłam i dotknęłam opuszkiem palca jego nosa.

- Ten gościu to ma szczęście. – wyszczerzył się od ucha do ucha tak, jak lubiłam najbardziej.

- Chyba raczej to ja mam szczęście. – położyłam mu dłonie do torsu i niezgrabnie pocałowałam go w policzek na co Kendall tylko się zaśmiał.

- Twoi rodzice są w domu? – zapytał po chwili ściągając nas na ziemię.

- Tak.

- Więc chyba by się troszeczkę wkurzyli gdybym wszedł przez okno w pokoju ich córki do ich domu i powiedział im „Dzień dobry”?

- Wkurzyli to mało powiedziane. Lepiej zejdź z tego drzewa i zadzwoń do drzwi jak każdy normalny człowiek.

- Eh.. – westchnął odsuwając się ode mnie. – A ja chciałem się pobawić w Edwarda, no ale jak nie chcesz…

Wymierzyłam mu żartobliwego kuksańca w bok na co oboje zareagowaliśmy wybuchem niekontrolowanego śmiechu.

- Jesteś zdecydowanie lepszy od Edwarda. – wykrztusiłam z siebie gdy się opanowaliśmy. – A teraz złaź stąd i zapukaj do drzwi.

Kendall pomógł mi z powrotem wejść do pokoju, a sam zgrabnym ruchem zeskoczył na ziemię i pomachał mi wesoło z dołu. Odwróciłam się i zaczęłam kompletować swój ubiór na dzisiejszy dzień gdy rozległy się pierwsze tony nowej piosenki chłopaków, Like Nobody’s Around.


Zerknęłam na wyświetlacz telefonu. Weronika. No jasne. Z jednej strony byłam ciekawa jak minęła jej noc z Loganem, ale jakaś część mnie w ogóle nie chciała z nią rozmawiać. Za poradą tej wredniejszej części mojej osoby zignorowałam przychodzące połączenie i z rezerwą poszłam do łazienki cały czas próbując przestać myśleć o moim wyjeździe z Los Angeles. Na próżno. Ta myśl nie chciała tak łatwo opuścić mojej głowy i dawała mi kolejne powody do płaczu.

-------------------

Jeden plus choroby.. Więcej notek. :D



3 komentarze:

  1. Um... Edzia chce udawać? xD
    NIE ODEBRAŁAŚ MOJEGO TELEFONU, TY CHAMIE XD

    OdpowiedzUsuń
  2. łooooo dlaczego musi wyjeżdżac?? why??
    nie no notka jak zwykle cudowna :)
    Pisz dalej :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie , nie , nie ! :( Dlaczego musi wyjeżdżać ? :(
    No wiadomo, że Kend jest dużo lepszy od Edzia <3
    Czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń