wtorek, 19 lutego 2013

Rozdział 15.

Pod studiem był straszny tłum. Wyglądało na to, że coś się stało. W mojej naturze było już to, że byłam ciekawa dlaczego jest tu takie zbiegowisko. Logika mi podpowiedziała, że przecież w tym studiu chłopcy nagrywają serial, więc pewnie wszyscy czekają żeby zrobić sobie z nimi zdjęcie. Intuicja podpowiadała mi jednak inaczej, ale wolałam okłamywać samą siebie.

Trwałam w tym przekonaniu dopóki dopóty nie zobaczyłam dwóch karetek, chyba z czterech samochodów policyjnych i wozu strażackiego. Coś musiało się stać. Teraz byłam tego pewna.

Wszystkie drzwi prowadzące do studia były otwarte na oścież. W jednych dopatrzyłam się Stephena Glickmana rozmawiającego z dwoma policjantami. Pokierowałam wzrok bardziej na środek zbiegowiska. Logan i James pochylali się nad kimś kto leżał na noszach. Obok nich chodzili lekarze i zakładali temu komuś kołnierz ortopedyczny. W drzwiach karetki siedziała malutka dziewczynka z blond włosami i przytulała się do Challen i Carlosa. Widziałam już ją kiedyś. To musiała być Jasper, córka Challen.

Wspięłam się na palce i zaczęłam wypatrywać Kendalla. Nigdzie go nie było. Wera trąciła mnie za ramię.

- Gdybyś zaczęła słuchać co ci ludzie między sobą mówią to byś wiedziała co się stało. – szepnęła. Czułam się ochrzaniona, ale zastosowałam się do rady.

- Ten samochód wyjechał znikąd. Gdyby nie on to ta dziewczynka.. – szeptała jakaś kobieta.

- On jest prawdziwym bohaterem – mówiła druga.

- I jeszcze sławny – dodał ktoś.

Teraz byłam już praktycznie pewna kto leży na noszach. Zaczęłam przepychać się w kierunku Logana i Jamesa. Wera dreptała za mną wrzeszcząc żebym zwolniła. Pierwszy zauważył nas Logan. Podbiegł do mnie z przerażoną miną.

- Co mu się stało?! – wykrzyczałam.

- Uspokój się. Ma uraz kręgosłupa. – odparł z wymuszonym spokojem.

- Jest przytomny? – zapytała Wera.

- Tak. Pyta o ciebie. – odpowiedział i wskazał na mnie.

Wera wykrzyczała jeszcze żebym tam nie szła, ale ja jej nie słyszałam. Poszłam przed siebie aż w końcu zobaczyłam Kendalla na noszach. Ostatnie kroki które mnie od niego dzieliły pokonałam biegiem i uklękłam przy nim.

- Jesteś … - wyszeptał i zamknął oczy.

Lekarze skończyli zakładać kołnierz ortopedyczny i wnieśli Kendalla do ambulansu. Pozostało mi tylko jechać do szpitala i czekać. Najgorsze było właśnie to czekanie.

-------

To taki lekki zwrot akcji, żeby nie było zbyt "sielankowo" ;D

2 komentarze: