wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 65.

Max pewnym krokiem podążył w kierunku salonu. Nie wiedziałam dlaczego nagle chciał mojej pomocy i czym prędzej chciałam się tego dowiedzieć więc ciągle zdezorientowana jego niezapowiedzianą wizytą poszłam za nim.

- Cześć. – rzucił w kierunku Kendalla i przystanął pod ścianą.

- Po co tu przyszedłeś? – zapytał z wymuszonym spokojem i poderwał się z kanapy.

- Hej! – zaoponowałam widząc jego groźną minę i stanęłam między nimi.

- Chcę was przeprosić. – zaczął niepewnie Max bojąc się reakcji mojego chłopaka. – Ciebie. – sprecyzował zwracając się do  mnie. – Za ten nieszczęsny pocałunek.

- Sorry, ale ja cię nie przeproszę za to, że cię uderzyłem. – warknął Kendall.

- Wiem. I nie oczekuję tego. Należało mi się.

- Chociaż tyle wiesz. Nie powinieneś raczej sterczeć pod domem Nathalie i to ją przepraszać?

- Ona mnie nie chce znać. Dlatego tu jestem.

- Chyba nie myślisz, że z nią porozmawiam żeby ci wybaczyła. – wtrąciłam domyślając się intencji jego wizyty i przerywając im wymianę zdań, która była zbyt agresywna jak na zwykłą rozmowę.

- Nie o to mi chodziło. – mruknął wbijając wzrok w widok za oknem. – Nath mi nigdy tego nie wybaczy. Ona nie z takich. Straciłem ją i muszę ponieść tego konsekwencje. Wyjeżdżam do Londynu. Przyjechałem do ciebie tylko po to, żebyś przekazała jej ten list. – wyjął pospiesznie go z kieszeni i wcisnął mi do ręki. – Nie chciałbym abyście przeze mnie przestały się przyjaźnić.

- Nie możesz tego zrobić osobiście? Potrzebujesz kuriera? Chyba pomyliłeś adresy, bo poczta jest dwie ulice stąd. – żachnął się Kendall.

- Jasne. – powiedziałam spokojnie nie zwracając uwagi na tę uszczypliwość. – Przekażę jej. Kiedy wylatujesz?

- Za dwie godziny. – tak samo jak ja zignorował zachowanie mojego chłopaka i udawał, że jesteśmy tu sami. – Przyszedłem się jeszcze z tobą pożegnać.

Kendall nie zdążył przewidzieć tego co zrobię. Położyłam list na stoliku obok kanapy i podeszłam do Maxa by uściskać go przyjaźnie na pożegnanie. Listem zajmę się później.

- Miłej podróży. – uśmiechnęłam się do niego smutno i odprowadziłam go do wyjścia.

- A, no i gratuluję wam kolejnego sterowca do kolekcji. – rzucił przez ramię i wsiadł do samochodu.

- Dlaczego go do cholery przytuliłaś? – zbulwersował się Kendall zaraz gdy tylko zamknęłam za naszym gościem drzwi.

- Nie widziałeś jaki był zrozpaczony? On naprawdę kocha Nathalie.

- Ehe. – prychnął. – Już mu wierzę. Tak bardzo ją kocha, ale to ciebie wcale nie tak dawno całował na moich oczach?

- Zazdrosny jesteś? – rzuciłam ze śmiechem i położyłam mu głowę na ramieniu.

- Tak.

- Nie masz ku temu powodów.

- Skąd. Tylko, że już spora kolejka facetów się ustawia do ciebie i czeka na mój błąd, który kiedyś na pewno popełnię.

- Nie popełnisz. – wyszeptałam i spojrzałam mu w oczy.

- Tego nie możesz być taka pewna.

- Jestem za to pewna, że jak zaraz nie pójdziemy do moich rodziców to mnie zabiją.

Pociągnęłam go w kierunku jadalni i zdezorientowany moją nagłą zmianą tematu zajął pierwsze lepsze miejsce przy stole.

- Ewa? – zawołała mnie mama z kuchni. – Możesz tu na chwilkę przyjść?

Nie odpowiedziałam jej. Rzuciłam Kendallowi ostrzegawcze spojrzenie i poszłam do mamy przy okazji mijając się z tatą w drzwiach.

- Słucham?

- Kto tu był przed chwilą? – zapytała udając obojętność i wbijając wzrok w krojoną przez siebie paprykę.

- Max.

- Jaki Max?

- No były chłopak Nathalie. Pamiętasz go?

- Ten Max? Co chciał?

- Pożegnać się. Wylatuje do Londynu. – odpowiedziałam smutno wyjmując z szafki cztery talerze.

- Czemu wyjeżdża? – zdziwiła się mama.

- Spotkania w sprawie trasy koncertowej. – skłamałam bez zająknięcia. Byłam beznadziejnym kłamcą, ale tym razem o dziwo mi uwierzyła i nie musiałam się silić na głębsze wyjaśnienia.

- Aha. No cóż. Praca.

- Tylko to ode mnie chciałaś? – upewniłam się wyciągając z szuflady sztućce.

- No nie do końca. – przyznała i oderwała wzrok od krojonej papryki. Wytarła ręce w ręcznik leżący obok niej na blacie i podeszła do mnie.

- No wal. – popędziłam ją niecierpliwie przestępując z nogi na nogę.

- Wiem, że to nie moja sprawa tylko twoja i Kendalla, ale…?

- Nie no! – powiedziałam głośniej niż początkowo chciałam przerywając jej. Doskonale wiedziałam co miała na myśli. – Tylko mi nie rób teraz wykładu, proszę.

- Chcę wiedzieć tylko jedną rzecz. – kontynuowała patrząc na mnie z troską. – Zabezpieczacie się, prawda?

- Że co? – zaśmiałam się nerwowo i chciałam wyjść z kuchni, ale mama położyła mi dłoń na ramieniu.

- Odpowiedz.

- Nie, mamo, bo nie ma takiej potrzeby.

- Jak to nie ma takiej potrzeby? – zdziwiła się.

- No tak normalnie. Nie chcę się z tym spieszyć i Kendall doskonale o tym wie.

- Ale on jest przecież od ciebie starszy. O pięć lat. No i jeszcze ta sprawa z Zuzą…

- O cztery. – poprawiłam ją odruchowo. – Jeszcze nie miał urodzin. A przecież dobrze wiesz, że on jej nic nie zrobił. Rozmawiałyśmy o tym i ten temat jest zamknięty. Zuza jest chora psychicznie. Dalej nie wiedzą co nią kierowało.

- A ten incydent w salonie? – na siłę starała się wyszukiwać argumenty dowodzące, że ma rację.

- Pewnie i tak by do niczego nie doszło.

- A wtedy gdy nie wróciłaś na noc?

- Wtedy też nic. I nie wróciłam bo było zbyt późno żeby mnie Kendall odwiózł. A sama nie jesteś zwolenniczką jeżdżenia po zapadnięciu zmroku.

- Ale.. – zaczęła, ale zamilkła widząc moją minę.

- Wiem co robię i uwierz mi, nie musisz się martwić. Nie zostaniesz babcią w ciągu najbliższych kilku lat.

- Nie mów takich rzeczy.

- A co niby chciałaś usłyszeć? Tak, zabezpieczamy się?

- Nie wiem już co gorsze.

- Możemy zakończyć ten temat? Zjedzmy po prostu kolację jak normalna rodzina.

- Jeszcze z tobą nie skończyłam, ale chodźmy, bo nasz gość czeka. – powiedziała łaskawie i zamyśliła się na chwilę. – Po co ja kroiłam tę paprykę? Przecież leczo jest gotowe.

- Nie powinnaś rozmawiać ze mną w kuchni na poważne tematy, bo zapominasz co robisz. Jeszcze coś ci się stanie. Pomylisz sobie miskę w durszlakiem i się poparzysz.– zaśmiałam się sarkastycznie i wyszłam do jadalni.


Pospiesznie nakryłam do stołu i zajęłam miejsce koło Kendalla. Mama nałożyła nam wszystkim solidne porcje leczo i usiadła naprzeciwko mnie. Zlustrowała nas podejrzliwych wzrokiem i jakby dopiero teraz zauważyła, że jesteśmy cali w zaschniętej zielonej substancji. Wiedziałam, że na końcu języka ma jakąś niemiłą uwagę odnośnie Kids’ Choice Awards, ale rzuciłam jej ostrzegawcze spojrzenie i nie odezwała się. Chłopak odnalazł pod stołem moją rękę i uścisnął ją chcąc dodać mi otuchy. Zapowiadała się długa i nudna kolacja.

---------------------

Nie ma to jak choroba... Dzięki wujku, naprawdę.



4 komentarze:

  1. LOL! xD Fajnie xd I Twoja mama... dowala xd

    OdpowiedzUsuń
  2. kiedy nastepny rozdzial ?? biedy maks ;((( czemu mu nie wybczy ??? mamaa najlepsziejsza!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mamuśka, rządzi xD :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie no mamuśka wymiata :)
    hahah czekam na następny :)
    Pozdrawiam :) Zdrowiej :):)

    OdpowiedzUsuń