Zaraz gdy tylko wygrzebaliśmy się z domu Logana, pojechaliśmy do Jamesa pomóc mu w organizowanej przez niego imprezie. Przez całe popołudnie przenosiliśmy kartony z miejsca na miejsce i rozstawialiśmy przekąski po całym domu.
- Jak to catering się spóźni?! – wydzierał się James do telefonu chodząc w kółko.
- Co mu zrobiłaś, że taki wściekły? – zapytałam Halston konspiracyjnym szeptem podając jej szklanki do ponczu.
- Chyba wstał dzisiaj z łóżka lewą nogą albo coś. – mruknęła i nerwowo zaczęła wygładzać obrus na stole ignorując moje wyciągnięte ręce. – A ty gdzie straciłaś Logana?
- Jak go ostatni raz widziałam to pomagał ustawiać Dustinowi głośniki nad basenem.
- Oh. – westchnęła i strzepnęła niewidoczny pyłek ze swojej krótkiej czarnej spódniczki. – Idę zobaczyć jak im idzie. – oznajmiła i wyszła do ogrodu.
Odwróciłam się w stronę okna i wbiłam tępo wzrok w drzewa poruszające się na wietrze. Byłam wściekła na Logana za to, że odkąd tu przyszliśmy nie zamienił ze mną ani jednego słowa. Zachowywał się jakbym wcale nie była jego narzeczoną, a teraz Halston jeszcze potęgowała moją złość.
Nalałam sobie ponczu do szklanki stojącej nieopodal i wypiłam go duszkiem. Nie oczekiwałam, że po wczorajszej nocy Logan będzie chodził za mną jak mój cień, ale to jak zachowywał się dzisiaj doprowadzało mnie do szału.
- Gdzie jest James? – zapytała mnie jakaś kobieta z aktówką w ręce.
- Widziałam go jak szedł w kierunku holu. A o co chodzi? – kobieta zignorowała moje pytanie i bez słowa podziękowania podążyła we wskazanym przeze mnie kierunku.
Nie dość, że Logan mnie wkurza to jeszcze inni ludzie nie znają słowa dziękuję. Miałam ochotę wyjść stąd i przy okazji głośno trzasnąć drzwiami, ale powstrzymał mnie widok Ewy stojącej w drzwiach. Dziewczyna miała na sobie błękitną sukienkę wiązaną na szyi, która idealnie podkreślała jej talię. Na nogach miała złote szpilki, które musiałby być jej nowym nabytkiem, bo wcześniej ich u niej nie widziałam, albo po prostu je przeoczyłam. Na ramiona zarzuciła swoją ulubioną skórzaną kurtkę bez której nie umiałaby wyjść z domu. Przypomniałam sobie dzień w którym ją kupiła na naszych wspólnych zakupach i zrobiło mi się cieplej na sercu. Mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem do tych wspomnień.
Ewa podeszła do mnie z wymuszonym spokojem i objęła mnie w pasie. Zdezorientował mnie nagły przypływ uczuć u niej, bo nigdy nie lubiła gdy się ją przytulało jeśli nie było się Kendallem. Coś musiało być na rzeczy, że tak po prostu mnie uściskała.
- Coś się stało? – zapytałam ją odsuwając się od niej na pewną odległość. – Jakieś problemy z twoim sensem życia?
- Na szczęście nie. – odparła smutno. – Tylko wracam do Polski.
- Żartujesz sobie ze mnie, prawda? Próbujesz mnie wkręcić? Dobra, wyłaźcie z tą kamerą! – krzyknęłam i zaczęłam rozglądać się nerwowo po salonie.
- Nie wkręcam cię. – syknęła stanowczym głosem. – Mówię poważnie. Wyjeżdżam z Los Angeles.
Uśmiech spełzł z moich ust i krew odpłynęła mi z twarzy.
- Ale jak to? Dlaczego?
- A bo ja to wiem? Tatę znowu przenoszą. Tylko samo zamieszanie z tą jego pracą. – mruknęła i usiadła na pobliskiej pufie. Poszłam w jej ślady.
- A Kendall wie o tym? Powiedziałaś mu, że wyjeżdżasz?
- Tak. Ten wariat nawet zaproponował, że pojedziemy do Las Vegas wziąć potajemny ślub byleby rodzice pozwolili mi tu zostać. – odparła uśmiechając się lekko.
- No, a nie możesz tu zostać? Przecież jesteś dorosła.
- Nie wiem o co chodzi, ale nie mogę. Ostatnio rodzice zaczęli mnie traktować jak małe dziecko.
- A gdybyś zamieszkała u mnie?
- Mama sama wysunęła ten argument przeciwko mnie. Czekaj, jak ona to powiedziała? „Nie próbuj prosić Weroniki o przysługę, bo nie pozwolimy ci u niej zamieszkać” – powiedziała z pogardą, zakreślając w powietrzu cudzysłów.
- No, ale dlaczego?
- Nie mam pojęcia. Wczoraj mama wyjechała mi z gadką uświadamiającą.
- Gadka uświadamiająca? Pewnie się pytała czy się zabezpieczacie z Kendallem. – uśmiechnęłam się do niej ze współczuciem.
- Dokładnie o to. Nie wiem co jej się zebrało. Ale może przestańmy gadać o mnie? Opowiadaj lepiej o wczorajszej nocy.
- Co niby mam opowiadać? – zmarszczyłam brwi. – Wczoraj było cudownie, a odkąd tu przyszliśmy Logan zachowuje się dziwnie. A następnym razem nie wydzwaniaj do mnie w środku nocy, dobra?
- Czyli będzie następny raz? – zaśmiała się szczerze.
- Kto wie, kto wie.. – odparłam do siebie i wbiłam wzrok w drzwi za Ewą w których stał Kendall.
- Gdzie wcięło Logana? – zapytał chłopak podchodząc do nas.
- Lepiej jej nie pytaj. – odpowiedziała za mnie dziewczyna i wstała z pufy. – To dla niej drażliwy temat. Chyba.
- No, no. Ja go tam widziałem przy wejściu jak obściskiwał się z Demi Lovato.
- Przepraszam, że co robił? – warknęłam i nie czekając na odpowiedź poszłam szybkim krokiem w stronę holu.
Rozejrzałam się niespokojnie po pomieszczeniu nie dostrzegając Logana w żadnym miejscu. Ktoś zakrył mi dłońmi oczy i serce podeszło mi do gardła.
- Nie krzycz. – szepnął mi do ucha znajomy męski głos i pocałował mnie w obojczyk.
Odwróciłam się zdezorientowana w stronę chłopaka i zaczęłam okładać pięściami jego tors.
- Zabiję Kendalla! – wrzeszczałam nie przerywając.
Logan złapał moje ręce w nadgarstkach zapobiegając moim dalszym atakom. Przyciągnął mnie do siebie bliżej i złożył delikatny pocałunek na moich ustach co zezłościło mnie jeszcze bardziej.
- Proszę, nie zabijaj go. – powiedział ze śmiechem i wtulił twarz w moje włosy.
- To ty kazałeś mu to powiedzieć. – zauważyłam z wyrzutem.
- Inaczej byś tu nie przyszła.
- To nie było fair.
- A czy życie jest fair?
Nie odpowiedziałam, bo dobrze wiedziałam, że w tym akurat miał rację. Życie nie było fair w wielu sytuacjach. Logan objął mnie i podążyliśmy w stronę basenu nic nie mówiąc, a ja biłam się z myślami.
------------------------
Z oczywistym dedykiem dla Wery. ;D.
Widzisz? Ja tu z nikogo nie robię złego gościa! (jeszcze xd).
Dzięki za komentarze i wyświetlenia. Niedługo 7k! <3.
Bo Logan to Miś Loggie i jest potulny :C Oj tam, pogodzę Was tak słodkkoooo :P
OdpowiedzUsuńCo tu dużo mówic ;)
OdpowiedzUsuńWspaniały :*
Czekam na następny :) :)